Kortez i muzyka, która nie krzyczy. Brytyjska trasa artysty już w maju
30 maja w londyńskim Shepherd’s Bush Empire i 31 maja w Manchester Academy – właśnie tam pojawi się Kortez podczas swojej wyjątkowej trasy koncertowej.
Dla wielu będzie to nie tylko seria koncertów, ale przede wszystkim spotkanie z człowiekiem, który od lat uczy Polaków przeżywania emocji bez wstydu. Człowiekiem, który śpiewa o samotności, miłości, stracie i tęsknocie tak, jakby opowiadał nasze własne historie.
Wrażliwość Korteza, artysty rozkochanego w dźwiękach muzyki, przypomina mi moją drogę. Wszystko zaczyna się od marzeń, pragnień i ich wizualizacji. Nam z małych miasteczek i wiosek było łatwiej, często mawiam i piszę. Bo przecież wrażliwość, sztuka, kreacja i ogrom pracy często rodzą się właśnie w małych miastach i miasteczkach.
Tam, gdzie człowiek długo dojrzewa do marzeń. Tam, gdzie bardziej niż pewność siebie rozwija się pokora. I chyba dlatego historia Łukasza Federkiewicza tak bardzo porusza ludzi.
Nie jest historią wykreowanej gwiazdy. Jest historią chłopaka, który próbował przeżyć własne życie i nie zgubić przy tym samego siebie.
„Żeby pokazać wrażliwość innym, trzeba mieć odwagę”
Kortez nie pojawił się w polskiej muzyce jak kolorowy fajerwerk. Nie budował swojego świata skandalem, przesadą czy medialnym hałasem. Wręcz przeciwnie. Wyszedł z ciszy. Z małego Iwonicza na Podkarpaciu. Z domu, w którym ojciec wieczorami grywał dzieciom na gitarze, a matka zaszczepiała wrażliwość na sztukę i muzykę klasyczną.
To właśnie klasyka była jego pierwszym językiem emocji. Kiedy inni chłopcy biegali za piłką, on siedział w domu i słuchał Chopina. Jego ciocia ofiarowała mu 50 winylowych płyt z klasyką, gdzie królował Chopin. Jak sam wspominał: „Jak byłem mały, zamiast kopać w piłkę to słuchałem muzyki klasycznej, siedziałem w domu. Mama się zastanawiała czy jestem normalny.”
W tych słowach jest cały Kortez. Człowiek od początku trochę obok świata. Niepasujący do schematów. Szukający głębi tam, gdzie inni słyszeli jedynie dźwięki.
Muzyczna edukacja rozpoczęła się w krośnieńskiej szkole muzycznej. Marzył o fortepianie, ale był już „za stary”, by rozpocząć naukę gry na tym instrumencie. Trafił więc do klasy trąbki, później puzonu.
Paradoksalnie to właśnie niespełnione marzenia nauczyły go później cierpliwości i pokory.
Bo Kortez nigdy nie był artystą zbudowanym na pewności siebie. On raczej przez całe życie próbował dogonić własne emocje.
„Wracałem nocą ubabrany po łokcie w błocie”
Droga Łukasza Federkiewicza, którego znamy jako Kortez, do muzyki nie przypomina bajki o błyskawicznej karierze. Po studiach w Rzeszowie, gdzie przypadkiem odkrył, że potrafi śpiewać, życie szybko sprowadziło go na ziemię.
Była rodzina i odpowiedzialność, bo rachunki trzeba płacic. Pracował jako nauczyciel rytmiki w przedszkolu. Potem na budowie. W lesie. Jako ochroniarz w Biedronce. I właśnie wtedy, zmęczony fizyczną pracą, wieczorami wracał do domu i pisał piosenki. Dziś jego historia brzmi niemal filmowo, ale wtedy była zwykłą walką o przetrwanie.
„Marzyłem o świecie, w którym są teatralne światła, słychać muzykę, chór oraz fortepian,
ale musiałem wstawać skoro świt i iść kopać rowy.” To jedno z najważniejszych zdań opisujących Korteza. Bo właśnie z tej codziennej szarości narodziły się jego emocje. Nie z wygodnego świata show-biznesu, lecz z frustracji człowieka, który wiedział, że nosi w sobie coś więcej.
Przełom przyszedł niespodziewanie. Siostra niemal siłą zabrała go na casting do programu „Must Be The Music”. Nie przeszedł dalej. Ale został zauważony przez Pawła Jóźwickiego z Jazzboy Records. I czasem właśnie tak wygląda życie! Oto drzwi, które miały być zamknięte, okazują się początkiem wszystkiego.
„Żeby napisać prosty tekst, trzeba się ogołocić”
Kiedy w 2015 roku pojawił się utwór „Zostań”, Polska dosłownie zatrzymała się na chwilę. W czasach przesyconych efekciarstwem nagle pojawił się człowiek śpiewający niemal szeptem. Bez pozy. Bez teatralności. Piosenka, która stała się hymnem ludzi tęskniących za prostym uczuciem.
Co ciekawe, inspiracją dla utworu były słowa najstarszego synka artysty, który przebudził się
wieczorem i powiedział tylko: „Tato, zostań”. Ten moment stał się emocjonalnym fundamentem twórczości Korteza. Bo on nigdy nie pisał piosenek „na rynek”. Pisał o własnych ranach. „Żeby napisać prosty tekst, który jest mocny, trzeba z siebie wyjść i się ogołocić.”
I właśnie dlatego jego muzyka działa inaczej niż większość współczesnego popu. Ona nie krzyczy. Ona siada obok człowieka. Debiutancki album „Bumerang” okazał się ogromnym sukcesem. Potrójna platyna.
Wyprzedane koncerty. Tłumy ludzi śpiewających każde słowo. A przecież jeszcze chwilę wcześniej pracował przy wyrębie lasu i na budowie.
Sam wspominał sytuację, gdy kilka dni po premierze „Zostań” usłyszał swoją piosenkę z radia stojącego w srodku wielkiej krzątaninie na budowie. Powiedział wtedy robotnikom: „To moja piosenka!”
Patrzyli na niego jak na wariata. Być może dlatego Kortez do dziś nie czuje się gwiazdą. W jego opowieściach stale obecny jest chłopak z małego miasta, który trochę nie wierzy, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.
„Muzyka jest wspólnym mianownikiem emocji”
Dziś Kortez jest jednym z najważniejszych polskich artystów swojego pokolenia. Albumy „Bumerang”, „Mój dom”, „Mini dom” czy „Naucz mnie tańczyć” stworzyły osobny świat emocjonalny – intymny, melancholijny i niezwykle szczery.
Ale jego fenomen nie polega wyłącznie na muzyce. Fenomem Korteza polega na prawdzie. W czasach perfekcyjnych instagramowych obrazków Kortez odważył się mówić o swoich słabościach. O egoizmie. O pogubieniu. O strachu przed samotnością. O potrzebie miłości.
„Patrzę na mężczyzn dookoła mnie i widzę, że wielu tak ma. Chcą miłości. Tylko boją się odsłonić.”
To niezwykle ważne zdanie. Szczególnie dziś, gdy wielu mężczyzn wciąż uczy się mówić o emocjach bez wstydu a łzy w oku to symbol mazgajstwa.
Muzyka Korteza stała się więc czymś więcej niż zbiorem piosenek. Stała się przestrzenią, w której można być niedoskonałym. Artysta wielokrotnie podkreślał, że muzyka jest dla niego miejscem absolutnej szczerości: „Muzyka jest takim wspólnym mianownikiem dla wszystkich odpowiedzialnych za
emocje, które mamy w sobie w danej chwili.”
I być może dlatego jego koncerty przypominają bardziej wspólne przeżywanie niż klasyczne widowisko. Kiedy wychodzi na scenę, zamyka oczy i niemal odcina się od rzeczywistości.
„Ja zamykam gały i zamykam się od wszystkiego i wszystkich. Ta godzina czy dwie godziny to musi być moja przyjemność.”
Publiczność to czuje, bo nie da się jej oszukać, jak mawia Kortez. Nie ogląda perfekcyjnie wyreżyserowanego show z całym blichtrem. Publiczność gląda człowieka walczącego z własnym wnętrzem.
„To koniec tamtego Korteza” [???]
Dziś Łukasz Federkiewicz ma 36 lat i coraz częściej mówi o przemianie. O dojrzewaniu. O końcu pewnego etapu, bowiem ponad dziesięć lat po premierze albumu „Bumerang” artysta patrzy na siebie inaczej niż kiedyś. „Dla mnie dziesięć lat po premierze „Bumerangu” zamyka się pewien rozdział. To koniec tamtego Korteza.”
To bardzo symboliczne słowa, bo dawny Kortez był człowiekiem uciekającym w muzykę przed światem. Dzisiejszy próbuje nauczyć się żyć pomiędzy sztuką a codziennością. Pomiędzy sceną a rodziną. Pomiędzy marzeniami a odpowiedzialnością. I może właśnie dlatego jego twórczość dojrzewa razem z publicznością.
Kiedyś Łukasz - Kortez śpiewał głównie o tęsknocie. Dziś coraz częściej mówi o wdzięczności wobec swoich rodziców i dzieci, jedynych świadków tego, że żyliśmy i byliśmy. Kortez jest też coraz bardziej wdzięczny wobec ludzi, którzy zostali obok niego. Ale dzieci to fundament: „Jestem wdzięczny za moje dzieci, bo każdy z trzech chłopców okazuje i daje mi coś innego.”
To już nie jest opowieść o samotnym chłopaku z gitarą. To historia człowieka, który zrozumiał, że życie nie kończy się na scenie.
Kortez zagra w Wielkiej Brytanii
Majowe koncerty w UK będą wyjątkową okazją, by spotkać artystę w jego najbardziej naturalnym środowisku – na scenie. Przypomne, że 30 maja Kortez pojawi się w kultowym Shepherd’s Bush Empire w Londynie, a 31 maja zagra w Manchester Academy.
Dla polskiej publiczności mieszkającej poza krajem będą to koncerty szczególne. Bo muzyka
Korteza od lat działa jak emocjonalny pomost z domem. Jego piosenki pachną polską
wrażliwością, melancholią małych miasteczek, niedopowiedzianymi uczuciami i codziennością,
którą wszyscy dobrze znamy. Jednocześnie są uniwersalne i dobrze znane z naszych emigranckich przypadków losu...
Bo niezależnie od tego, czy ktoś mieszka dziś w Warszawie, Londynie czy Hadze, to każdy
chce być zrozumiany i ... kochany. Każdy chce usłyszeć, że jego emocje mają sens. I właśnie
dlatego ludzie wciąż słuchają Korteza. Ja też! Bo on nigdy nie próbował być idealny. On codziennie próbuje być prawdziwy.
Bilety: www.enjoyuk.pl
Tomasz Wybranowski
