Reklama

Śmierć Polaka w brytyjskim więzieniu - sprawa sprzed pięciu lat

Czwartek, 23 Październik 2025
UK

Zaniedbania departamentu spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii i strażników więziennych przyczyniły się do śmierci Marka W. - Polaka, który w lipcu 2020 roku odebrał sobie życie, oczekując na ekstradycję w zakładzie karnym w Peterborough. Wcześniej kilkukrotnie rezerwowano dla niego lot, jednak żaden z nich nie doszedł do skutku. Sprawa sprzed pięciu lat, ale teraz pojawiły się nowe okoliczności.

Marek W. został skazany na osiem miesięcy więzienia po tym, jak przyznał się do spowodowania śmiertelnego wypadku w grudniu 2018 roku, w którym zginęła 59-letnia kobieta - podaje "The Hunts Post". Według ustaleń dziennika, skazany kierował wówczas ciężarówką i rozmawiał ze swoją żoną przez telefon w trybie głośnomówiącym.
Polaka umieszczono w zakładzie karnym HMP Peterborough. Pod koniec lutego 2020 roku doręczono mu zawiadomienie o obowiązku deportacji, na co osadzony miał zareagować z entuzjazmem. Pragnął wrócić do rodziny - opisuje sprawę kancelaria adwokacka Doughty Street Chambers.
Poinformowano go, że lot do Polski będzie mógł odbyć pod koniec marca 2020 roku. Jak wyjaśnia kancelaria DSC, kilka dni przed tym terminem do zakładu karnego zaczęły spływać wiadomości e-mail od syna Marka W. z pytaniem, czy ojciec mógłby zamieszkać z nim w oczekiwaniu na ekstradycję. Syn podkreślał też, że nie ma informacji o tym, jak będzie przebiegała ekstradycja.
Służby zarezerwowały łącznie sześć lotów z Wielkiej Brytanii do Polski, jednak każdy z nich został odwołany z powodu pandemii koronawirusa. Marka W. tylko raz poinformowano o anulowaniu podróży i jego przyczynie. Rodzina oświadczyła później, że "nie wiedział, dlaczego był przetrzymywany".
W kwietniu brytyjski departament ds. wewnętrznych zezwolił na dalsze więzienie osadzonego.
Służba więzienna zapewniła pracowników ambasady, że Polak został skierowany do centrum zdrowia psychicznego. Śledztwo wykazało, że do tego również nie doszło.
W toku śledztwa, które zakończono 9 października 2025 roku, ówczesny kierownik wydziału ds. ekstradycji przyznał, że podczas zatrzymania Polaka zignorowano informację, że miał on za sobą próby targnięcia się na życie.
10 października, po ujawnieniu wyników śledztwa, ławie przysięgłych przedstawiono także, że Marek M. "słabo mówił po angielsku", a w kontakcie z nim "rzadko korzystano z usług tłumacza". Był więc zdezorientowany.
6 lipca 2020 Polak odebrał sobie życie. Funkcjonariusze znaleźli go w celi z głębokimi ranami na ciele. Nastąpiło 14-minutowe opóźnienie procedury podania tlenu podczas próby resuscytacji krążeniowo-oddechowej. "Personel medyczny nie mógł znaleźć maski tlenowej" - podaje kancelaria adwokacka.
Ława przysięgłych orzekła, że Markowi W. nie udzielono potrzebnego wsparcia, zignorowano apele jego rodziny, odebrano prawo do tłumacza i przetrzymywano dłużej, niż było to konieczne.
Sprecyzowała także, że faktyczna śmierć nastąpiła 9 lipca, po tym jak zdecydowano o odłączeniu pacjenta od aparatury. "Ława przysięgłych uznała, że W. zmarł śmiercią samobójczą z powodu nieudolności połączonych władz".

fot. Pixabay.com

Komentarze
Notowania walut
Pogoda w Angli
reklama